Tylko miłość (sceny z życia małżeńskiego)

Miłosne terapie zastępcze

"Tylko miłość" René Heinersdorffa w reż. Mariusza Pilawskiego w Teatrze Małym w Manufakturze w Łodzi. Pisze Piotr Grobliński na stronie sngkultura.pl.
Bohaterowie sztuki mają po czterdzieści lat i dopada ich kryzys wieku średniego. Remedium na tę dolegliwość szukają w (niekoniecznie swojej) sypialni. Czy romanse pomogą im się dowartościować? Zobaczyć dotychczasowe związki w nowym, romantycznie przyćmionym świetle? Jeśli nawet, to nie będzie to terapia bezbolesna. Łatwiej obejrzeć to w teatrze i wyciągnąć wnioski. Teatr Mały zaprasza na sztukę Tylko miłość współczesnego niemieckiego dramaturga René Heinersdorffa. Reżyseruje Mariusz Pilawski.

"Tylko miłość" to całkiem zgrabnie napisana (autor ma doświadczenie aktora i scenarzysty telewizyjnego) obyczajowa komedia, przemycająca w lekkich, dowcipnych dialogach trochę życiowej mądrości. Jeśli dodatkowo wspomnimy zaskakujące zakończenie, sprawną reżyserię i przyzwoite aktorstwo, to stanie się jasne, że na spektakl warto się wybrać.
Dobrze sytuowany lekarz podejrzewa, że zdradza go żona. Wątpliwości próbuje rozwiać w prywatnym śledztwie i tak trafia do żony domniemanego kochanka, którą informuje o całej sytuacji. Tymczasem żona lekarza zdaje sobie sprawę, że mąż wie o romansie i informuje o tym kochanka. Gadaliby tak sobie o wzajemnych podejrzeniach, gdyby nie przypadkowe (nie do końca) spotkanie obu panów w galerii sztuki i obu pań w kawiarni oraz spontaniczny pomysł wspólnej kolacji. Nie wszyscy uczestnicy spotkania wiedzą, kto jest kim, więc teksty nabierają komicznych dwuznaczności. W końcu wszystko się wydaje, co jest w pewien sposób oczyszczające. I wtedy właśnie następuje kolejny zwrot akcji (o dziwo posiadająca licencję Agencja Teatru i Dramatu spoileruje zakończenie na swojej stronie, więc kto ciekawy...)

Na razie nie podawałem imion bohaterów, bo mam z tym pewien problem. Imiona są przetłumaczone i przedstawiciele niemieckiej klasy średniej nazywają się Danka (!), Joanna, Grzegorz i Tomasz. Mimo to realia (włącznie z bardzo ciekawie dobraną muzyką i nazwiskami malarzy) są niemieckie. Z kolei jedna z użytych metafor - pisanie słowa miłość wielką literą jako symbol siły uczucia - do niemieckich realiów nie pasuje, gdyż po niemiecku wszystkie rzeczowniki pisze się wielką literą. Tak jakby tłumacz Jacek Kaduczak (a może reżyser) nie do końca mógł się zdecydować, gdzie to się wszystko dzieje. W oryginale bohaterowie nazywają się Dani (Magdalena Drewnowska), Jenny (Agnieszka Smolak-Stańczyk), Gilbert (Michał Kruk) i Thomas (Witold Łuczyński). Gilbert jest urologiem, kolekcjonujący sztukę współczesną Thomas jest doradcą inwestycyjnym, jego żona Dani jest prawniczką, a kochanka, czyli Jenny - wykonuje wolny zawód. Obce wam środowisko? Ale problemy uniwersalne - zazdrość, poszukiwanie nowych wrażeń, samotność w wyczerpującym swój potencjał związku.
A głębiej? Jest taka scena, w której panowie rozmawiają o sztuce współczesnej, o winach i o tym, że lubienie lub nielubienie, pasja, znawstwo - że wszystko to zaczyna się w głowie. Że miłośnikiem (amatorem) sztuki lub wina zostaje się dzięki poznaniu, zrozumieniu. Czy można odnieść to też do miłości między ludźmi? Przecież żadna kobieta nie chciałaby, by jej miłośnik był amatorem - dowcipnie zauważa Grzegorz (subtelność dowcipu zaprzecza stereotypom na temat niemieckiego poczucia humoru). Tylko czy koniecznie chciałaby zawodowca? Ci ludzie kochają współmałżonków, ale ich zdradzają, bo chcą poczuć, że dla kogoś są atrakcyjni. Nie zakochują się w nowych partnerach tylko w sobie samych, w swoim obrazie widzianym oczami kochanka. Na pytanie Co myślisz skarbie? reagują obie kobiety. Każdy chciałby być czyimś skarbem.

Teatr Mały ma przyznawać nagrody za rolę sezonu. Nie jestem w kapitule, ale gdyby ktoś mnie pytał, to za "Tylko miłość" głosowałbym na Magdalenę Drewnowską (Dankę). Subtelnie użytymi środkami stworzyła miłą, ciepłą postać lekko zdominowanej żony, która nieśmiało upomina się o swoje prawa. Naturalna w gestach i mimice. Na pochwały zasłużył też Witold Łuczyński w roli aroganckiego, pewnego siebie playboya, który jednak wstydzi się iść do dermatologa. Zagrać faceta zgrywającego chojraka - to nie jest taka prosta sprawa. Jeszcze trudniej (za trudno?) zagrać jego przemianę. Michał Kruk najlepiej wypada w scenach ze swoją teatralną żoną, w rozmowach ze śledzonym kochankiem jest trochę zbyt spokojny. Z kolei Agnieszka Smolak-Stańczyk w scenie z kochankiem naszkicowała zmysłowość swojej bohaterki trochę zbyt grubą kreską. Za to świetnie zagrała manipulującą mężem żonę, to przyznawanie się do winy, które można momentalnie obrócić w pozę skrzywdzonego niewiniątka.
Bardzo dobrym pomysłem inscenizacyjnym jest wprowadzenie obrotowej sceny, dzięki której sprawnie przenosimy się z mieszkania do mieszkania (albo do galerii), ale mamy też wrażenie zaglądania na drugą stroną, poznawania skrywanych tajemnic. Przedstawienie ma dobry rytm, poszczególne sceny puentuje nieco ironicznie dobrana muzyka. Inteligentna rozrywka z chwilą refleksji w bonusie.

Prapremiera polska: 28 i 29 września 2018.
"Miłosne terapie zastępcze"
Piotr Grobliński
sngkultura.pl

Gdy w tytule jest słowo „miłość", zachowaj ostrożność!

Teatr Mały w Manufakturze uwodzi ciepłą, kameralną atmosferą. Czuje się gościnność i wielkość starań o odpowiednie przyjęcie widza. Bileterem może być sam dyrektor a obsługą sceny aktorzy, kurtki wieszamy gdzie chcemy. Charakterystyczny wystrój wnętrza kreuje to miejsce na offowe, ciekawie nawiązujące do teatralnej różnorodności.
Spektakl rozpoczyna nieco kanciasta rozmowa Danki (Magdaleny Drewnowskiej) i Grzegorza (Michała Kruka). Nie ma w tym skrępowaniu nic dziwnego, jest to bowiem spotkanie nieznajomych, dodatkowo Grzegorz informuje Dankę o domniemanym romansie swojej żony z jej mężem. Kanciastość dialogów nie zmienia się jednak znacznie w kolejnych scenach. Sztuka dynamizuje się stopniowo, dopiero w scenie konfrontacji staje się prawdziwie atrakcyjna. Postaci pokazują swoją indywidualność, słowa nabierają emocjonalności. Podczas kolacji napięcie rośnie angażując w pełni uwagę widza, doskonale zorientowana publiczność tylko czeka aż niczego nieświadomi bohaterowie połapią się we wzajemnych powiązaniach.

Postaci są mocno stypizowane. Na pierwszy plan wybijają się te kobiece, drapieżna Agnieszka Smolak - Stańczyk i łagodna, choć tylko do chwili, Magdalena Drewnowska. Obie kobiety napędzają akcję, a scena pogaduszek dawnych przyjaciółek wyróżnia się pośród pozostałych humorem i naturalnością. Agnieszka Smolak – Stańczyk kreuje bardzo spójną postać. Jej kocie oczy i manipulacje utwierdzają, że Joanna doskonale sprawdza się w roli kochanki. Jakże do twarzy jej z kieliszkiem! Magdalena Drewnowska wypada bardzo wiarygodnie, zbudowała postać dobroduszną i szczerą, ale kiedy trzeba – bystrze złośliwą.

Niefortunnie dobrana, niemieckojęzyczna muzyka, zdawała się grać zbyt głośno, choć wrażenie to wywołać mogła jej wątpliwa jakość. Jak grom spadał na widzów kolejny fragment muzyczny definitywnie dzieląc sceny od siebie, mimo iż były chronologicznym ciągiem fabularnym. Nieprzychylne słowa przypadną także autorom scenografii. Scena Teatru Małego, jak przypomina nazwa, nie należy do przestrzennych, a umieszczenie na niej obrotowej platformy skutecznie ograniczyło jej możliwości. Brak stabilnego podłoża i niewielka przestrzeń zmuszały aktorów do powściągliwości, w efekcie ich ruchy były nienaturalne, jakby niepewne lub nie było ich wcale. W konsekwencji dużą część kwestii wypowiadano w pozycji stojącej, frontem do widowni, jakby recytowano. Dwie strony platformy nie były aż tak intrygujące, aby było warto poświęcać komfort aktorskiej ekspresji ruchu. Zamiast generować preteksty do scenicznej aktywności scenografia niemal „więziła" aktorów w bezruchu.

Scena łóżkowa pozostawia niesmak. Gatunki farsowe opierają fabułę na niedopowiedzeniu i warto tę tendencję mieć na uwadze wybierając środki wyrazu. Z pewnością nie wymagają wyrazistych scen seksu, a ta w połączeniu z niewielką odległością widza względem sceny prosiła o niedopowiedzenie.

Obrączki na palcach bohaterów odbijają światło raz po raz zwracając uwagę widzów. Czyżby sztuka miała wymiar moralizatorski? W jednej ze scen wymierzono wzrok w publiczność rzucając pytanie o to kto nie spotka się ze sobą już więcej. Konsekwencje, z którymi musieli zmierzyć się zdradzający mają zainspirować walentynkowych widzów do mądrych wyborów. „Tylko miłość (sceny z życia małżeńskiego)" to komedia obyczajowa przemycająca uniwersalne wskazówki. Dialogi bywają zabawne, publiczność żywo reaguje, a długie owacje mówią same za siebie.

"Tylko miłość (sceny z życia małżeńskiego)" - reż. Mariusz Pilawski - Teatr Mały w Manufakturze w Łodzi

Katarzyna Drab
Dziennik Teatralny
23 lutego 2019


Stowarzyszenie Komedia Łódzka

Teatr Mały w Manufakturze
ul. Drewnowska 58b, 91-002 Łodź

Teatr Mały w Manufakturze

Manufaktura