Piosenki z pianką

Co komu staje

W Teatrze Małym można w piątek obejrzeć "Piosenki z pianką", program muzyczny wg tekstów Georges'a Brassensa. Erotyczne rymy francuskiego barda, odważne przed laty, współczesnym mogą się wydać głównie trywialne.

W Teatrze Małym - jedynej w Łodzi prywatnej scenie komediowej - sezon nie tylko się nie skończył, ale dopiero zaczął. Spektakle można tu oglądać przez całe wakacje. Scena aktora Mariusza Pilawskiego zdążyła już pokazać trzy premiery, w tym ostatnią: "Piosenki z pianką", program muzyczny wg tekstów Georges'a Brassensa.

Nie ma sensu udawać, że w spektaklu Piotra Bogusława Jędrzejczaka chodzi o cokolwiek poza beztroskim śmiechem ze sprośności. Wstydliwym rumieńcem raczej się współczesny widz nie obleje. Ale ma szansę ewentualnie się ubawić podczas opowiastki o rozochoconym gorylu, starym rogaczu czy dzielnej Margot, która piersią karmiła kotka ku radości młodych chłopców. Wykonawcom (Loretta Cichowicz, Andrzej Ozga, Jacek Stefanik/Gracjan Kielar, Krzysztof Pyziak) nie można odmówić uroku osobistego i scenicznej sprawności.

Choć chwilami siadało nagłośnienie, a upał nieznośnie podgrzewał atmosferę, do końca nie stracili uwagi widzów. Może tylko szkoda, że trawią aktorską energię na tak kiepski materiał. Brassens, zdeklarowany przeciwnik małżeństwa, rozprawiał się z przesłodzoną poezją erotyczną i dosadnie pokazywał, czym w rzeczywistości są miłosne "uniesienia". Jego rymy ("Gdy czasem wspomnę Maję, to staje mi, oj staje. Gdy myślę o Małgosi, to jeszcze się podnosi") może i zachwycały pięćdziesiąt lat temu odwagą nazywania rzeczy po imieniu. Ale czasy się zmieniły. Dziś, kiedy rynek muzyczny zalewają liryki na poziomie hitu "Będę brał cię w aucie" i nikt się nie sili na wyrafinowane opisywanie uczuć, część utworów Brassensa brzmi już jedynie głupio i trywialnie.

Monika Wasilewska
Gazeta Wyborcza Łódź
09 lipca 2009

Pikantnie w Małym: piosenki francuskiego pornografa

Po udanym farsowym "Morderstwie w hotelu", pomyłce, jaką okazała się bajeczka "Krawiec Niteczka z miasta Łodzi", nowo powstały w Manufakturze Teatr Mały zaprezentował "Piosenki z pianką", pikantne, ale nie bez wdzięku i warte polecenia (tylko dorosłym!).

Teksty i melodie Georges'a Brassensa w spotkanie przy piwku w paryskim bistro zgrabnie wpisał reżyser i autor scenariusza Piotr Bogusław Jędrzejczak.

Brassens świntuszył dosadnie, lecz niegłupio. Już pierwszą piosenką zostaje przedstawiony jako "pornograf pornografii". A potem, szczęśliwie bez przesadnych gestów i taniej zgrywy, płyną (light- i hardcore'owe) opowiastki w aktorskiej i wokalnej interpretacji wartej sceny. Uznanie dla Loretty Cichowicz, Andrzeja Ozgi, Krzysztofa Pyziaka i Jacka Stefanika.

Brassens jasno przedstawia, jak (i którym z członków) reaguje na widok pewnej Mai, to znów obrazowo kreśli damsko-męskie igraszki oraz ich skutki. Naiwność i życiową prawdę mają opowieści rogacza.

Dowcipnie przedstawiony został podziw dla goryla, a pewien miś deklarujący, że "jest własnością lali tej" to sam Brassens. Legendarny bard z Montrmartre'u tak mówił na swoją ukochaną Johe Heiman (Estonkę, z którą był związany wiele lat, ale nigdy razem nie zamieszkali).

Nie zabrakło też zawsze aktualnych konkluzji na temat władzy, pointowanych refrenem: "nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...". Padają słowa grube, ale całość wywołuje uśmiech, a nie zażenowania.

Czworo aktorów przy akompaniamencie trzech muzyków przechodząc z piosenki w piosenkę buduje nastrój, bawi się słowem i melodią. Na piątkowej premierze zawiodła technika, ale brak mikroportów ani trochę nie zaszkodził lekkiemu, acz refleksyjnemu wieczorowi w zdobywającym widownię Teatrze Małym (gra całe wakacje).

Renata Sas
Express Ilustrowany
07 lipca 2009

Świntuszenie na życzenie

Pierwszy prywatny teatr w Łodzi, czyli Teatr Mały w Manufakturze proponuje widzom ponad godzinne spotkanie z piosenkami Georgesa Brassensa, jednego z najwybitniejszych francuskich bardów, kompozytorów, pieśniarzy. To idealna rozrywka dla tych, którzy lubią słuchać frywolnych teksów w dobrym wykonaniu, bowiem świntuszenia w spektaklu nie brakuje. Na szczęście do przekroczenia granic dobrego smaku jeszcze daleko.

Scenografia jest prosta, jednak niezwykle funkcjonalna i przemyślana. Naszym oczom ukazuje się małe bistro, w którym przy stole zasiada trzech pijących piwo mężczyzn obsługiwanych przez sympatyczną barmankę (Loretta Cichowicz). Widzimy ladę, za którą stoi kobieta oraz biały kształt usytuowany z prawej strony sceny, który układa się w etui kontrabasu. Na ścianach wiszą obrazy, a we wnętrzu panuje kawiarniana atmosfera. Aktorzy śpiewają pojedynczo lub wspólnie, udaje im się jednak wydobyć z utworów przewrotnego ducha twórczości Brassensa. Francuski artysta był buntownikiem nieznoszącym mieszczańskiej moralności, obłudy i prostych podziałów, dlatego jego twórczość charakteryzuje określony sposób postrzegania rzeczywistości.

Na szczególne brawa zasługuje Krzysztof Pyziak, który piosenkę o buszującym w zoo gorylu (tytuł oryginału: „Le Gorille”) wykonał w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie zapomnieć jego występu. Faktem jest, iż Brassens bohaterami swoich utworów czynił często postaci z półświatka, dlatego potrzebne jest wyczucie specyfiki twórczości tego wykonawcy. Udało się to zarówno reżyserowi spektaklu, jak i aktorom. Melodyjność utworów oraz trafność tekstów sprawiły, że aktorzy zostali „zmuszeni” do bisowania przez entuzjastycznie reagującą publiczność.

Dużej odwagi wymagało interpretowanie piosenek, które w polskiej wersji znamy ze scenicznych występów Jacka Bończyka, który umieścił je na swojej płycie „Następny” (chodzi przede wszystkim o „Le Temps Ne Fait Rien A L’affaire” oraz „Je Me Suis Fait Tout Petit”). Trzeba przyznać, że momentami można było wskazać wyraźne mankamenty nowego tłumaczenia oraz sposobu interpretacji, choć znacząca może być w tym wypadku siła przyzwyczajenia. Jednak z całością materiału aktorzy poradzili sobie całkiem dobrze, zapewniając widzom rozrywkę na przyzwoitym poziomie. W pamięć zapadają w szczególności wykonania piosenek takich jak „Putain De Toi” (Ty dziwko zła), „Mechante Avec De Jolis Seins” (Tyle krzywd i taki ładny biust), „Fernande” (Maja), czy „Brave Margot” (Dzielna Margot).

Teatr Mały w Manufakturze musi się zmagać z wieloma problemami, przede wszystkim natury finansowej - nie ma żadnych dotacji ze strony miasta, więc może liczyć jedynie na dobrą wolę mieszkańców Łodzi. „Piosenki z pianką” są przedstawieniem, na które warto się wybrać. Na tym spektaklu będą się dobrze bawić nie tylko miłośnicy twórczości francuskiego barda, ale wszyscy ci, którzy lubią tzw. piosenki z tekstem.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
17 września 2009

Urok porno-łobuza

Georges Brassens, hołubiony przez Francuzów "poeta brzydkich słów", staje na scenie Teatru Małego w Łodzi za sprawą "Piosenek z pianką".

Jego teksty w przedstawieniu Piotra Bogusława Jędrzejczaka to kawiarniane opowieści mężczyzn, snute między łykiem piwa a pyknięciem fajki. Cały Brassens w swej obsceniczności bardzo taktowny i pełen zawadiackiego uroku.

Oczywiście mówienie o aktualności aluzji politycznych piosenek pisanych przed półwieczem przez tego eks-anarchistę byłoby zwykłym błędem w sztuce. Prawdą jest jednak, iż w przedstawieniu nacisk położono na te frywolne. Tyle że ludyczność to nigdy nie jest jedyny ich walor. W "Dzielnej Margot" z radosnych słów chóralnego refrenu przebija niemal rzewne wspomnienie dorastania i inicjacji. W puronsensowym "Gorylu" nie zapomniano całkiem poważnie potraktować bezsensowności śmierci.

Najważniejsze iż "Piosenkom z pianką" brak tego, co niekiedy przebijało z wcześniejszych wykonań tekstów francuskiego "porno-łobuza" - przy poprawnej czy przebojowej aranżacji całkiem niefrapujących i bezpłciowych. Na scenie natomiast zasadniczo udało się uniknąć jałowej krzątaniny, choć nie obyło się bez smętnego wystawania pod filarem i wycia do księżyca.

Łukasz Kaczyński
Polska Dziennik Łódzki
23 lipca 2009


Stowarzyszenie Komedia Łódzka

Teatr Mały w Manufakturze
ul. Drewnowska 58b, 91-002 Łodź

Teatr Mały w Manufakturze

Manufaktura