Pan Tadeusz


Kolekcja Telimeny


„Pana Tadeusza” zrealizował w Teatrze Małym Mariusz Pilawski. Już samo wystawienie eposu Adama Mickiewicza powinno być wydarzeniem kulturalnym w mieście. W przypadku tej konkretnie premiery jest jeszcze jeden argument, by rzecz obejrzeć i opisać – Pilawski i jego współpracownicy przygotowali bardzo dobre przedstawienie: spójne, wartkie, pełne szacunku dla tekstu, dowcipne. Pozwalające cieszyć się pięknem Mickiewiczowskiego poematu.

Jarosław Marek Rymkiewicz stwierdził w wywiadzie-rzece na temat Mickiewicza, że raz w roku czyta Pana Tadeusza. Jest w tym sens, gdyż taka lektura odświeża polszczyznę czytelnika, a przy okazji za każdym razem pozwala w niby wszystkim znanym tekście odkryć coś nowego. Podobnie jest z inscenizacjami – interpretacja reżysera kieruje naszą uwagę na jakiś aspekt utworu. Dla mnie takim odkryciem był na nowo ujrzany wątek romansowy. Świetne kreacje zmysłowej Agnieszki Smolak-Stańczyk (Telimena) i łączącego uduchowienie z wojskowym zdecydowaniem Radosława Osypiuka (ksiądz Robak) pomogły mi zobaczyć rywalizację granych przez nich postaci o… przyszłość Tadeusza. Telimena chce go dla siebie, Robak-Soplica chce syna ożenić z Zosią. Samego Tadeusza o zdanie pyta jedynie Sędzia (Marek Lipski), a i to po konsultacjach z bratem i z Telimeną. Można by to uznać za klasyczne swatanie, gdyby nie fakt, że Telimena jest opiekunką (i rywalką Zosi), która w dodatku prowokuje rywalizację Hrabiego i Tadeusza. A bernardyn? Czemu mu tak zależy na małżeństwie syna z Zosią? Chce pogodzić zwaśnione rody czy dokończyć swoją prywatną historię?

Przedstawienie jest jak polonez (albo kontredans) z figurami. Postaci na zmianę prowadzą narrację, a także wypowiadają swoje kwestie dialogowe. Mocno przycięty w adaptacji tekst jest dodatkowo dynamizowany częstymi zmianami mówiących osób. W dodatku zaplanowana pośród widowni przestrzeń sceny i kilka dróg, którymi aktorzy wchodzą lub znikają w kulisach, powodują, ze Soplicowski dwór jawi się nam bardziej jak chata z Wesela. Wesela, którego starzejąca się Telimena oczekuje jak nadejścia wojsk Napoleona. Tu warto wspomnieć o genialnie rozegranej scenie rozmyślań Telimeny nad zaletami i wadami obu kandydatów do usidlenia. Jej myśli wypowiadają aktorzy grający Tadeusza (Rafał Dąbrowski) i Hrabiego (Jan Jakubowski), a towarzyszy temu ruch sceniczny całej trójki prawie jak z musicalu. I tak się to wszystko toczy – romanse, kłótnie, polowania, aż do fatalnej bitwy z Rosjanami, po której młodzi mężczyźni muszą uciekać z kraju. Wtedy nagle wszyscy poważnieją i stają się odpowiedzialni.

Można oczywiście zgłosić kilka zastrzeżeń – na przykład pomysł z udawaniem gry na cymbałach przez Jankiela (Marek Kołaczkowski) do muzyki z taśmy wydaje się nietrafiony, podobnie jak streszczanie przez głos z offu zajazdu i bitwy (za duże skróty czynią akcję nieczytelną dla nieznających dobrze tekstu, a przecież jednym z adresatów jest młodzież szkolna). Aktorzy, którzy naprawdę dobrze posługują się trzynastozgłoskowcem (zupełnie nie odczuwa się jednostajności rytmu, tekst płynie naturalnie), czasami jednak mylą się w tekście. Mimo tych niedociągnięć to znakomite przedstawienie, chyba najlepsza adaptacja klasyki w dziejach prywatnej łódzkiej sceny.

Recenzja ze spektaklu "Pan Tadeusz" w łódzkim Teatrze Małym autorstwa Piotra Groblińskiego.
03 października 2017
SNG kultura, tekst z 3 października 2017
Link do całego materiału http://sngkultura.pl/2017/10/kolekcja-telimeny/
 
 


Nie taki trzynastozgłoskowiec straszny (Pan Tadeusz)

 

Mariusz Pilawski zaprasza na Pana Tadeusza w wersji klasycznej. Nie znajdziemy tutaj prób unowocześniania dzieła, by lepiej dotrzeć do grupy docelowej – młodzieży. Zamiast tego reżyser stawia na minimalizm, wyszczególniając wybrane elementy epopei.

Miejsce akcji, w i tak kameralnej przestrzeni łódzkiego Teatru Małego, ograniczono do minimum. Część sceny zamieniono w dodatkowe miejsca dla widowni, aktorzy zajmują zaś niewielki obszar pośrodku. Podczas spektaklu postaci przemieszczają się jednak między obecnymi na sali. Działania te zamazują granice między sceną a widownią, a widzowie stają się gośćmi Soplicowa. Scenografia jest bardzo uboga, praktycznie nieobecna. Składa się na nią jedynie niewielki stół, który, poza swym podstawowym przeznaczeniem, pełni także funkcje łóżka czy polany. Brak dekoracji, tła imitującego krajobraz i dworek szlachecki zmusza do skupienia całej uwagi na postaciach eposu. Minimalizm scenografii nie determinuje w żaden sposób wyglądu bohaterów. Wszyscy noszą skromne, lecz adekwatne do ich pozycji, wieku i zamożności, kostiumy.

Spektakl przybiera niezwykle intrygującą formę ze względu na podział tekstu. Narratorami są właściwie wszyscy aktorzy. I tak – już na początku przedstawienia – kolejne fragmenty inwokacji wypowiadają różne postaci. Większość recytuje w bezruchu, co sprawia, że całość wygląda jak scena przeniesiona z płótna ukazującego szlachecki ród. Wraz z biegiem akcji, narracja ulega częstym modyfikacjom. Rafał Dąbrowski, grający Tadeusza, sam opowiada o swoim powrocie do Soplicowa. Kiedy Telimena (Agnieszka Smolak-Stańczyk) rozważa zaś nad wyborem kochanka, myśli bohaterki wypowiadają właśnie osoby zainteresowane – młody Soplica oraz Hrabia (Jan Jakubowski). Najazd na Soplicowo jest jedynym wyjątkiem od narracji kierowanej bezpośrednio ze sceny – rozbrzmiewa wtedy głos z nagrania, gdyż postaci pogrążone są w walce z niewidocznym przeciwnikiem.

Tekst Mickiewicza został mocno okrojony. Spośród mnogości wątków zawartych w dwunastu księgach Pana Tadeusza, Pilawski najmocniej akcentuje ten miłosno-obyczajowy. Najbardziej uwypuklone zostały knowania dotyczące przyszłości Tadeusza, a także jego pierwsze uczuciowe relacje. W spektaklu nie brakuje epizodów komicznych, czego najlepszym przykładem jest Telimena podskakująca z piskiem w celu pozbycia się kąśliwych mrówek. Niektóre sceny, niebędące z natury zabawnymi, zostały zabarwione pewnymi komicznymi detalami. Dotyczy to szczególnie polowania, podczas którego bohaterowie zmagają się z niebezpiecznym niedźwiedziem. W rolę tego ostatniego wcielił się aktor w przebraniu zwierzęcia, co – zamiast spodziewanej grozy – wywołało efekt komiczny, a tym samym doszczętnie rozbawiło publiczność.

Wątki Jacka Soplicy, walki narodowo-wyzwoleńczej czy sporu o zamek zostały ukazane w spektaklu jedynie cząstkowo, przez co tekst traci przypisany mu patos. Aktorzy Teatru Małego snują opowieść o sielankowym Soplicowie trzynastozgłoskowcem i robią to niemal po mistrzowsku. Występują drobne potknięcia, ale nigdy nie są one rażące. W samej grze aktorskiej prym wiedzie Agnieszka Smolak-Stańczyk. Jej Telimena jest zdecydowanie taka, jaką nakreślił ją w swym utworze Mickiewicz – dojrzała i zmysłowa. Gdy pojawia się na uczcie w zamku, skupia na sobie uwagę wszystkich obecnych. Aktorka uwypukla nie tylko kokieterię swojej bohaterki, ale także jej niezdecydowanie i dwulicowość, towarzyszące chociażby rozważaniom dotyczącym wyboru między Hrabią a Tadeuszem. Smolak-Stańczyk daje również popis swych umiejętności we wspominanej już scenie z mrówkami czy we fragmencie, w którym Telimena wyznaje Tadeuszowi swoje uczucia i zostaje odrzucona.

Pan Tadeusz w Teatrze Małym to bez wątpienia udane przedstawienie, mimo kilku niedociągnięć i pewnego niedosytu spowodowanego spłyceniem niektórych wątków. Spektakl bawi, intryguje, a przede wszystkim – pozwala widzom odkrywać kunszt Mickiewiczowskiego dzieła na nowo.


Natalia Chuszcz, Teatralia Łódź
14 listopada 2017 Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 2013/2017




Stowarzyszenie Komedia Łódzka

Teatr Mały w Manufakturze
ul. Drewnowska 58b, 91-002 Łodź

Teatr Mały w Manufakturze

Manufaktura