O nas

Wywiad udzielony dla Magazynu Purpose w 2014 roku

„Według mnie nic nie rodzi się przypadkiem”.
Z MARIUSZEM PILAWSKIM, założycielem i dyrektorem Teatru Małego w Łodzi rozmawiała MARTA KLIMEK


Marta Klimek: Wierzmy w sąsiadów, w przyjaciół, w twórców i artystów. To pozór, że gdzie indziej jest lepiej. Jest inaczej... Kreujmy naszą rzeczywistość dla siebie, czerpiąc ze świata doznań pełnymi garściami...
Manufaktura jako centrum handlowo-usługowe kojarzy się raczej z konsumpcją masową. Czy Teatr Mały to próba przemycenia do tej przestrzeni elementów kultury wyższej?


Mariusz Pilawski: Jeśli zaczynamy prowadzić analizę własnych poczynań, to wędrówkę myśli inspirują w nas marzenia, które są niczym innym jak zbiorem biorącym swe źródło w kreatywności. Ta przypadłość czy cecha wynika zaś z pasji i kręgów zainteresowań, w krainę których zawiódł nas przypadek, instynkt, czasami kultywowanie rodzinnej tradycji. Różnie to bywa. To jedna sprawa. Drugi ważny element to poczucie własnej estetyki – jedni wolą topić myśli w krainie plastyki, inni patrzą na sztukę poprzez poczucie rytmu, a co za tym idzie wyobraźni muzycznej, a następni poprzez własne, alogiczne odczuwanie świata (czytaj – twórczy, wewnętrzny chaos wyrażający się w takim niedookreślonym niepokoju ducha). Z wiekiem, z nabieraniem doświadczenia to się krystalizuje i układa w ciąg estetycznych reakcji na świat. Jednak dla wszystkich tych sfer jest wspólny mianownik – wrażliwość. Ta zaś jest sumą reakcji na to, co się nazywa odróżnianiem dobra od zła. Człowiek jest z założenia egoistą, który pragnie umiejscowić się w społecznej hierarchii jak najwygodniej, jakby umościć swoje gniazdo dla właściwego sobie bytu – a przynajmniej szuka skwapliwie przyczyn, by przepłynąć ocean danego mu czasu od życia, losu, jakkolwiek to nazwiemy, w sposób atrakcyjny i efektywny. Stąd popatrujemy na daną nam okoliczność owego bytu i w niej umiejscawiamy własne zapędy twórcze. Każdy człowiek ma w sobie poczucie mijającego czasu, ogólnie nazywane procesem starzenia i z obawy przed unicestwieniem, zapomnieniem społecznym chce zostawiać po sobie ślady na Ziemi. Może właśnie ta tajemnicza obawa przed nieznanym aktywizuje, że tak brzydko powiem, w nas kreatywność. Ta z kolei nie zafunkcjonuje właściwie, jeśli nie będziemy korzystali z wyobraźni. Mnie życie umiejscowiło, umościło w krainie, która nazywa się Polska, a konkretnie w środkowym obszarze mapy, na którym rozłożyło swoją przestrzeń miasto Łódź. To, w obliczu historii naszego państwa, stosunkowo młode miejsce, ale z jaką ogromną kreatywnością ludzkiej wyobraźni zbudowane. Gdyby nie tak wielkie znaczenie rozwoju przemysłu, stałby dzisiaj u zbiegu ulicy Ogrodowej i Zachodniej jeden z piękniejszych pałaców? A cała niezliczona liczba kamienic, niestety podupadłych co nieco, przy ulicy Piotrkowskiej. A Księży Młyn, Biała Fabryka i wreszcie Manufaktura – postfabryczna przestrzeń, która powstała niczym feniks z popiołów na bazie czerwono-ceglastych murów zaprojektowanych i zbudowanych grubo ponad 100 lat temu. To nie do wyobrażenia dla zwykłego śmiertelnika, nawet wybitnej jednostki twórczej, że ktoś w przyszłości wykreuje centrum handlu i konsumpcji, które ubogacone o ośrodki kultury, będzie przyciągało setki tysięcy mieszkańców zarówno Łodzi, jak i kraju.
To fascynujące, że na zgliszczach podupadłego centrum produkcji przemysłu włókienniczego zbudowano wspaniałą przestrzeń, którą śmiało możemy na wzór grecko-rzymskich historii nazywać agorą. Zatem jeśli ja jako osoba, którą od młodości zapędziło w świat teatru, miałem możliwość zobaczenia w tej przestrzeni właśnie repertuarowego teatru, który być może się stanie moim śladem na Ziemi, to dlaczego miałem z tej okazji nie skorzystać? Oczami wyobraźni właśnie ujrzałem w tym miejscu również i teatr, a właściciele i zarządzający Manufakturą przyklasnęli tej inicjatywie.

Mieliśmy wspólne prawo wyobrazić sobie, że klient użytkowej przestrzeni konsumpcyjnej po zrobieniu zakupów, po posileniu się w restauracji zechce także skonsumować swoje potrzeby duchowe i odwiedzi teatr, w którym zobaczy przedstawienie oparte na tekstach z wysokiej, może nawet najwyższej półki – Sofoklesa, Czechowa, Witkacego, Dostojewskiego, Moliera, Mrożka, Fredry, Mickiewicza a pośrednio nawet Szekspira.
- Naturalną rzeczą jest podanie w menu jak najszerszej oferty dań. Dlatego są także komedie, a nawet farsy, bajki dla dzieci. I naturalnie koncerty, recitale artystów popkultury, ale i tych z kręgu poezji śpiewanej. Takie artystyczne mydło i powidło, czyli coś dla każdego. Lepiej wkomponować w ofertę tego miejsca pod nazwą Manufaktura nie można, proszę mi wierzyć. Sąsiadujemy z jednym z najważniejszych muzeów rangi europejskiej, a może i światowej Muzeum Sztuki MS2, jest kinowy multipleks, muzeum historii tego miejsca – czyli Muzeum Fabryki. A sam Rynek Manufaktury daje w ciągu roku tyle ofert spędzenia wolnego czasu, że mają nam prawo zazdrościć obywatele z innych miejsc naszego kraju. To także zachęca ich do odwiedzin tego miejsca. Zatem kwitnie i turyzm.

Jakie efekty przynoszą takie próby? Widzowie Teatru Małego to ci sami ludzie, którzy przechadzają się alejkami galerii handlowej?
- I tutaj jest pewien szkopuł, który z latami wyprostował moje zapędy. Z jednej strony to źle, a z drugiej całkiem dobrze. Otóż – przyznaję otwarcie, że się pomyliłem, dokonałem niewłaściwych obliczeń. Założenie było naturalne, że ogromna liczba odwiedzających Manufakturę wpadnie pod wieczór do teatru. Tymczasem podjęcie decyzji o zakupach, o spożyciu posiłku to nie to samo, co konsumpcja sztuki. Wizytę w teatrze się planuje. To świadomy wybór konsumenta. To spełnianie potrzeby wyższej. Na szczęście. Żal, że muszę wkładać kilka razy więcej pracy, by ofertę Teatru Małego nagłaśniać tak, aby zachęcić potencjalnego klienta, którego od tej pory zaczniemy nazywać widzem teatralnym, bo właśnie taki stosunek dowartościowuje go. Widz teatralny to nie to samo, co klient przestrzeni handlowej. To człowiek doskonalący się, pracujący nad swoją kondycją intelektualną. Tu zaczyna być poważna sprawa. Proszę mi wierzyć, że niełatwo trafiać w gusta wszystkich jednocześnie. Chciałoby się dawać ofertę na najwyższym poziomie i przywoływać ludzi w świat aspiracji najwyższych, ale rzeczywistość lubi zaskrzeczeć i ciągnie nas do unifikowania planów repertuarowych. Stąd bezustanne moje poszukiwania tzw. „złotego środka”.

W Państwa teatrze można zobaczyć przedstawienia o bardzo zróżnicowanym charakterze i tematyce. W jaki sposób dobierany jest repertuar Teatru Małego?
- Wymyśliłem hasło reklamujące Teatr Mały w Manufakturze: Wpadnij do nas po wytchnienie. To hasło ma zachęcić widza do aktywnego wypoczynku. Zmęczenie materii to zjawisko powszechne. Ale jest owa sfera, o której napomykam powyżej – sfera intelektu, a przy okazji erudycji. Proponujemy relaks poprzez okazjonalny rozwój wiedzy. Trochę działanie na podświadomość. Jeśli Czechow, to krotochwilne, rozkoszne jednoaktówki, Jeśli Ionesco, to małoobsadowa Lekcja, a jeśli Szekspir, to taki na wesoło. Do tego Fredrowska Zemsta, piosenki francuskie mistrza Brassens’a czy historia Edith Piaf, kilka polskich komedii, francuska farsa, musical Młynarskiego i Derfla, Pan Tadeusz, Antygona czy lubieżne, zwariowane "Doktorze, Pan tak nie może " i zaczyna nam się pleść eklektyczny repertuar. Jeśli w dziesięć sezonów artystycznych – od 2009 r. daliśmy 35 premier, a następne w planach, to jest to dowód namacalny, że udało mi się zbudować w naszym mieście czwartą, regularną scenę repertuarową. I to poczytuję sobie za ogromny sukces. Mam w tym momencie 62 lata, a teatr otworzył swoje podwoje, kiedy właśnie skończyłem 51. Jestem zatem namacalnym dowodem na to, że warto zaczynać w każdym momencie życia, cokolwiek by to nie miało być – mały stragan z owocami, może piekarnia, zakład naprawy parasoli, produkcja kart do gry w canastę, restauracja czy wreszcie teatr. A profil repertuarowy może, ale nie musi, być istotą rzeczy – ważne, by spektakle były zrobione na przyzwoitym poziomie – aby widz po prostu wracał do nas. Ambicja artystyczna to nie tylko świat poszukiwań, zastanowienia, dogłębnych analiz. Zazwyczaj jednak opowiada się o problemach oczywistych: o miłości, ksenofobii, moralności, przemijaniu, umieraniu. Ogólnie jednak o człowieku i jego kondycji mentalnej. To proste.

Czy w staraniach o pozyskanie publiczności Teatr Mały konkuruje z innymi łódzkimi placówkami? Czy pragną Państwo docierać do tej samej grupy odbiorców?
- Dla mnie nie istnieje coś takiego jak rywalizacja pomiędzy teatrami. Niech ścigają się sportowcy. Na stadionie jest miejsce na rywalizację. Teatr powinien tworzyć dzieło wspólnotowe – jaka rywalizacja? O co? Widz, jeśli będzie dobry spektakl, to sam go wybierze – dziś wpadnie do Teatru Jaracza, a za miesiąc może do nas. Naj- ważniejsze bym nie przeżywał poczucia wstydu, zażenowania za poziom spektakli, by historie opowiadały się ciekawie, atrakcyjnie. Pamiętam z dawna taki dwuwiersz napisany przez znanego aktora, reżysera Andrzeja Zaorskiego, który w Szczecinie ro- bił w latach 70. Awanturę w Chioggii Carlo Goldoniego: I stoję znów na pustej scenie, skończyło się już przedstawienie, a sztuczny księżyc nagle zgasł, przeżyjmy wszystko jeszcze raz. Wie Pani, teatr to czarowne miejsce, magiczne – jeśli tylko nie nachodzi kogoś chęć psucia tej wspaniałej zabawki, to za każdym razem jest atrakcyjny inaczej. Jednak zawsze chodzi o przeżycie katharsis – wewnętrznego oczyszczenia. To jak wejście latem do chłodnego potoku po trudnej wędrówce po górach.

Czym wyróżnia się Teatr Mały na tle innych prywatnych teatrów w Łodzi?
- Raz jeszcze podkreślam – Teatr Mały w Manufakturze, czy się to komuś podoba, czy nie, stał się świadomą sceną repertuarową tego miasta. Każdy teatrolog jest w stanie to uczciwie zauważyć. Najstarszy teatr „prywatny”, jak to Pani nazywa, istnieje w Łodzi od ponad 20 lat – to scena Krzysztofa Kaczmarka Zwierciadło – i ciągle (co jest godne podziwu) specjalizuje się jednak w tzw. repertuarze edukacyjnym, skierowanym głównie do młodzieży. Mały jest przylepiony do Jaracza, Nowego i Powszechnego. To jest widoczne gołym okiem. Na naszej scenie stanęło od początku ponad 50 aktorów zawodowych – z Łodzi, ale i z Warszawy – to jest jak mocno rozbudowany zespół dużego teatru dramatycznego. Już o gościnnych występach wysokiej rangi artystów nie wspominam, a było ich co najmniej 80.
Asertywność popłaca, według psychologicznego podejścia – czyniąc sobie samemu dobrze, wysyłamy znak akceptacji innym, żyjącym obok nas. Teatr daje wsparcie wrażliwości ludzkiej od tysiącleci – i tylko z tego należy się cieszyć.

Specyficzna lokalizacja teatru z pewnością wpływa na wizerunek placówki. Jakie znaczenie ma ona dla promocji Teatru Małego?
- To jedynie ułatwia widzom spędzenie czasu po wizycie w teatrze, z którego można łatwo udać się na dalsze, atrakcyjne wypełnienie wieczoru w uroczej kawiarni czy restauracji. A co do promocji, jesteśmy na wyciągniecie ręki w Internecie. Ot, choćby na pierwszej stronie słynnego „New York Timesa” jest rubryka – najatrakcyjniejsze miejsca na świecie – i gdzieś pod koniec 50 pozycji jest strona Manufaktury – klika ktoś i wpada do Łodzi w ćwierć sekundy – a po otwarciu mobilnej strony widać atrakcje w Manufakturze i jedną z pierwszych jest Teatr Mały. To urocze, że mieszkaniec Ameryki może znaleźć naszą stronę tak łatwo. To trochę anegdotyczny fakt, ale i prawdziwy.

Ogólnopolski Festiwal MONOwMANU jest już stałym punktem Państwa działalności. Jak podsumowałby Pan trzyletnie doświadczenie festiwalu?
- Czwartej edycje tego festiwalu nie zrobiłem i straciłem impet w tym temacie, a szkoda bowiem właśnie miałem w planach dźwignąć tę imprezę do rangi międzynarodowej. Brak środków i ogromna trudność w ich pozyskaniu podcięły mi skrzydła – nie wiem czy wrócę do tego tematu, trochę mi się nie chce. Ale innych pomysłów mam w rękawie co niemiara.

Teatr Mały wkracza w publiczną, handlowo-konsumpcyjną przestrzeń z propozycją rozrywki z kręgu kultury artystycznej. Czy jego działalność można więc nazwać przemysłem kreatywnym?
- Nie będę owijał w bawełnę, że tego typu określenia mnie denerwują, a co najmniej drażnią. To jest takie dorabianie idei do prostych spraw. Przemysł kreatywny – może młodzi wertują książki socjologów kultury i potrzebują takiej „nowomowy”. Mnie interesuje teatr sam w sobie. Jako zjawisko kulturotwórcze przede wszystkim, ale może najszczerzej jako wypełnienie mojego życia i zapełnienie mojego pucharu ambrozją. To swoisty napój miłości – czemu daję wyraz na co dzień – i pragnę z niego sączyć długo i namiętnie swoje inspiracje do zostawiania śladów na mojej drodze życia. Jeśli do tego dodam moje prywatne szczęśliwie poukładane życie – to czego więcej chcieć? Mam poczucie codziennie spełniającego się szczęścia – to nie jest za darmo, proszę mi wierzyć. Płacę niemałą cenę za tę przygodę, ale poczucie spełnienia funkcjonuje. Nie myślę o tym nagminnie, ale podświadomie mam to w nagrodę za trud bytowania. Także dzięki ludziom, których udaje mi się namówić do współpracy. Oni wstępują w świat kreatywności z ogromną ochotą i to mnie zapładnia do dalszych działań. Jestem tym ludziom bardzo wdzięczny. Jeśli nawet tego nie daję zbyt często odczuć, to tak jest naprawdę. Wszyscy razem tworzymy ansamble kreatywności. Czy to nasączenie wspólnotą celów należy zaraz ubierać w formułę przemysłu? Nie jest mi to do życia potrzebne.

Co dla Teatru Małego oznacza idea Łodzi Kreatywnej? Czym jest ona dla świata teatralnego?
- Łódź to jest miasto o ogromnej osobowości – o mocno rozwiniętych ambicjach, które realizują się pomysłami wielkiego kalibru. Sadzę, że historia i układ położenia dał temu miastu sporą szansę po wojnie w połowie XX w. Fakt powołania przemysłu filmowego, dzięki któremu tu pokończyło studia wielu najwybitniejszych artystów, Akademia Sztuk Pięknych im. W. Strzemińskiego, znane postaci Tuwima, Rubinsteina, Dejmka, Edelmana, i ten swoisty tygiel kultur, o którym ciągle głośno, kultura żydowska... Jestem szczecinianinem z urodzenia, a nauki pobrałem w Warszawie, jednak minęło 30 lat mojego życia w Łodzi i z tym, a nie z innym miastem się utożsamiam. Jesteśmy piękni i wierzmy w siebie – w nasz „Heimat” – naszą małą ojczyznę. Wspierajmy siebie nawzajem, a nie zostawiajmy dobra dla świata z zewnątrz. Wierzmy w sąsiadów, w przyjaciół, w twórców i artystów. To pozór, że gdzie indziej jest lepiej. Jest inaczej... Kreujmy naszą rzeczywistość dla siebie, czerpiąc ze świata doznań pełnymi garściami.
Asertywność popłaca, według psychologicznego podejścia – czyniąc sobie samemu dobrze, wysyłamy znak akceptacji innym, żyjącym obok nas. Teatr daje wsparcie wrażliwości ludzkiej od tysiącleci – i tylko z tego należy się cieszyć. Pierwszą poważną rocznicę – X-lecia Teatru Małego uczciliśmy skromnie, ale i z należną estymą – a teraz zabierzemy się za plany na następne lata...

        

Sezon 2018/2019

pnwtśrczptsond
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Pobierz repertuar na październik 2019

Bilety

Rezerwacja biletów:

telefon +48 42 633 24 24
+48 660 716 936
email kasa@teatr-maly.pl

Kasa teatru czynna w godzinach:
wtorek, środa,
czwartek- 16:00-19:00, piątek i sobota - 16:00-19:15.
W niedziele, jeśli grany jest spektakl - godzinę przed rozpoczęciem spektaklu.
W poniedziałki - kasa nieczynna.


Więcej

Bilety  online

Teatr Mały W Manufakturze na Facebook Znajdź nas na Facebooku


 Newsletter

Premiery, koncerty, występy gościnne:


Stowarzyszenie Komedia Łódzka

Teatr Mały w Manufakturze
ul. Drewnowska 58b, 91-002 Łodź

Teatr Mały w Manufakturze

Manufaktura