Morderstwo w hotelu

Strzelając z kurczaka

„Morderstwo w hotelu”, pierwsza premiera działającego od niedawna w łódzkiej Manufakturze Teatru Małego, nie rości sobie prawa do przekazywania ponadczasowych prawd, nie demaskuje i nie karze. Teatr sprawę stawia jasno! Jeśli ku uciesze widza gra się komediofarsę, czemu nie pozwolić sobie na wyzierającą spod kusej spódniczki podwiązkę, tudzież obszerniejszy dekolt? Efektem jest spektakl bezpretensjonalny, który budzi co rusz ukatrupiana nadzieję, że teatr rozrywkowy może być wolny od rechotu z tanich serialowych gagów i hord post-studenckich kabareciarzy-plagiatorów. Niewydarzony i ciapowaty mąż Paul (Marek Kasprzyk) jako pierwszy paść ma trupem na skutek knowań przekwitającej żony Arleen (Beata Olga Kowalska) oraz ich wspólnego, nazbyt jurnego dentysty Matthew (Tomasz Kubiatowicz). Okazuje się, że łatwiej wyrywać zęby niż profesjonalnie pozbawić kogoś życia. A to dopiero początek morderco-miłosnego galimatiasu. Nim znajdzie on swój koniec, w trakcie trzech aktów trzy układy miłosne zagoszczą w feralnym pokoju numer 997. Publiczności szybko udziela się radosny humor zawarty w tej opowieści, a dowodzenie fantazji dentysty przez wyliczanie krojów i deseni jego garniturów, celowanie do kochanka z…kurczaka, klasyczna, ale brawurowo i w tempie zagrana scena pogoni po gzymsie hotelu, dowodzą sporych umiejętności komicznych aktorów „Małego”.

Debiut nowej sceny pokazuje, iż komedia nie musi być zlepkiem aktualnych aluzji przeplatanych mdłymi piosenkami, że tworzą ją nastrój i rytm fabuły (jeśli oklaskami nie ukręci mu łba rozochocona publiczność-od tego podłego nawyku łodzianie się nie uwolnili). Czy może też być krokiem do przewartościowania poziomu lekkiego repertuaru w Łodzi? Jeśli „Mały” zachowa sympatię dla dobrych tekstów i aktorstwa, to możliwe.

Łukasz Kaczyński
Dziennik Łódzki
30-06-2009

Chłopaki też płaczą

Chcąc zobaczyć na scenie komedię łódzki widz zwykle kierował swe kroki do Teatru Powszechnego. Jednak w związku z faktem, iż bilety trzeba tam kupować ze sporym wyprzedzeniem, ponieważ większość spektakli cieszy się niesłabnącą popularnością, warto pamiętać, że istnieje w Łodzi także inna scena oferująca widzom lekki repertuar (choć nie tylko). Jest nią Teatr Mały w Manufakturze, który zaprasza publiczność lubiącą komedie na "Morderstwo w hotelu".

Akcja spektaklu w całości rozgrywa się w pokoju hotelowym o wiele mówiącym numerze 997. Obserwujemy kolejno trzy odsłony, w których ofiarą morderstwa paść ma zupełnie inne z trojga bohaterów. Intryga nie jest zbyt skomplikowana: małżeństwo Paula Millera (Marek Kasprzyk) i Arlene Miller (Beata Olga Kowalska) przeżywa poważny kryzys, przynajmniej w odczuciu małżonki, w związku z czym kobieta znajduje sobie kochanka w osobie dentysty Mitchela Lavela (Tomasz Kubiatowicz). Lekarz bywa złośliwy - założył mężowi swojej ukochanej za mały mostek oraz zapisał mu śmierdzący płyn do higieny jamy ustnej, przez co mężczyzna odczuwa spory dyskomfort. Jednak taka zemsta nie wystarcza opętanemu namiętnością mężczyźnie, kochankowie planują morderstwo Paula, jednak usunięcie przeszkody stojącej na drodze ich miłości nie jest takie proste. Choć zaplanowali cały szereg zabezpieczeń mających zapewnić realizację zbrodniczego planu, po zwabieniu ofiary do pokoju hotelowego okazuję się, że łatwo zabić drugiego człowieka, jednak… tylko w teorii. W drugim akcie następuje nagły zwrot akcji i ofiarą ma zostać kochanek pani Miller (okazało się, że Mitchel zdradził ją ze swoją asystentką Jude, a mąż wciąż ją kocha, w związku z czym kobieta postanawia ratować swoje małżeństwo), w trzecim natomiast zmęczeni życiem i własnymi problemami uczuciowymi mężczyźni zawiązują koalicję w celu pozbycia się kobiety, która zamieniła ich życie w koszmar. Na dodatek Arlene - pomimo, iż jest sprawczynią całej sytuacji - zdaje się zupełnie nie przejmować problemami, znajduje więc sobie nowy obiekt westchnień. Jej lekceważenie życiowych przeciwności sprawia, że jest jedyną osobą, która nie znajduje się na skraju załamania nerwowego.

Jak na komedię z elementami farsy przystało ważnym elementem scenograficznym są drzwi - jedne prowadzą do łazienki, drugie do szafy, trzecie natomiast pozwalają wydostać się z pomieszczenia. Na środku pokoju znajduje się łóżko, które w trzecim akcie, dość nieoczekiwanie, zamienia się w… szubienicę, na której zawisnąć ma Arlene (niestety kupowanie liny na wyprzedaży nie popłaca, o czym przekonują się jej prześladowcy). Dwa okna znajdujące się na ścianie usytuowanej naprzeciw widowni pozwalają na odbycie wyczerpującego pościgu po gzymsie budynku, natomiast znajdujące się przy łóżku elementy pełnią jednocześnie funkcję nocnego stolika oraz podestu, na który co rusz wskakują bohaterowie. Pomysłowe wykorzystanie elementów scenograficznych jest atutem przedstawienia. W pamięć zapadają też stroje Arlene - bez względu na to, czy kobieta paraduje po scenie w samej bieliźnie, czy ubrana jest w modną, elegancka sukienkę, wygląda niezwykle pociągająco i kobieco. Jej oryginalne biało-czerwone szpilki wzbudziły kilka przepełnionych zazdrością komentarzy żeńskiej części publiczności.

„Morderstwo w hotelu” to spektakl, z którego można wyciągnąć - wbrew gatunkowi tego przedstawienia - mało zabawne wnioski. Przede wszystkim nie zawsze bywa tak, że to kobiety są zdradzane, oszukiwane i bezsilne wobec losu, nie mają też monopolu na wrażliwość. Choć wyolbrzymienie jest charakterystyczne dla farsy - nie dziwi więc widok dwóch niemalże płaczących, nieszczęśliwych, cierpiących z miłości facetów - to jednak warto zastanowić się, czy czasami nie bywamy niesprawiedliwi w ocenie innych i czy naszymi opiniami nie rządzą stereotypy. Prawda wygląda bowiem tak, że mimo bagażu oczekiwań, jaki nałożony został na mężczyzn, chłopaki też płaczą. I mają do tego prawo.

 Olga Ptak
 Dziennik Teatralny Łódź
 05 stycznia 2010


Stowarzyszenie Komedia Łódzka

Teatr Mały w Manufakturze
ul. Drewnowska 58b, 91-002 Łodź

Teatr Mały w Manufakturze

Manufaktura