"Doktorze, Pan tak nie może", czyli rzecz o odkrywaniu swoich potrzeb.


Wyszłam z poczuciem rozwiązania niepokojów, wytchnieniem obiecanym na bilecie, ale i niejednoznaczności przemyśleń potwierdzających, że proces terapeutyczny nie toczy się tylko w gabinecie i godzinach sesji - recenzja widza, psychologa Anny Baczyńskiej, z prapremiery farsy Joy'a Goodwill'a w Teatrze Małym w Łodzi
"Doktorze, Pan tak nie może" czyli rzecz o odkrywaniu swoich potrzeb, odkrywaniu wnętrza drugiego człowieka, o nieumiejętności stawiania czoła problemom i przejmowaniu kontroli. Ot, faktycznie farsa terapeutyczna.
Jestem tylko widzem, nie krytykiem. Przychodzę do teatru dla siebie.. Siadam najchętniej w pierwszym rzędzie, gdyż lubię widzieć szczegóły. Nie raz zrezygnowałam z wizyty w teatrze nie mogąc znaleźć się blisko sceny. Teatr Mały jest odpowiedzią na moje potrzeby. Scena na wyciągnięcie ręki, oczu, umysłu i duszy.
Zdarzyło mi się przez chwilę pomyśleć, że to nieco krępujące tak wpychać się na drugą stronę. Ale kiedy poradnia małżeńska rozpoczęła swoją działalność, doszłam do wniosku jak stabilnego warsztatu potrzeba, by grać...być postacią pomimo bliskości rzeczywistego świata. Fascynuje mnie, że aktorów nie rozprasza bliskość ludzi.
Czekałam na tradycyjne powitanie widzów i nakreślenie tematu przez dyrektora Teatru Małego Mariusza Pilawskiego i nie zawiodłam się. Tym razem w konwencji żartu, pogodnego zaskoczenia dla widzów (nabrałam się oczywiście) przedstawiony został także autor Joy Goodwill.
Zniknęła bariera i znalazłam się w środku specjalnie dla mnie tworzonego świata.
Farsy w farsie było zdecydowanie dużo.
Był moment kiedy poczułam zmęczenie zamieszaniem, zaniepokojenie tym co jeszcze może się zaplątać, zdenerwowanie poszukiwaniem rozwiązania. I wtedy dotarło do mnie, że chaos we mnie jest rezonowaniem emocji i przeżyć postaci, a zatem skoro je odczuwam to znaczy, że są zagrane uczciwie, prawdziwie, z oddaniem ich istoty.
Przewrotność zamiany ról terapeuta - pacjent, odkrycie, że wysłuchanie i danie pola do obserwowania siebie, a następnie do wyrażenia własnych potrzeb zostały oddane jako element terapeutyczny. Ewelina Kudeń-Nowosielska prezentując całą sobą dojrzewanie Kathy i jej stawanie się kobietą gotową do samorealizacji, korzystała ze wsparcia Dominiki Lichy która swoją bohaterkę ubrała w zakłopotanie, umiejętność dostosowania. Przy czym jej Amy też miała szansę na rozkwit kobiecości i wyrażanie uczuć.
Sztuka zgodna z wyuczonym zawodem dodawała dodatkowego smaczku. Przerysowanie zaufania terapeutów do diagnozy odzwierciedlone w wyszukanym nazewnictwie zaburzeń, wzbudzało moje zadziwienie, że aktorom udało się nie pomylić wymyślnego słownika.
Nerwowość, gwałtowność przeżyć głównego bohatera była ewidentnie obciążająca dla aktora, przy czym nie zmniejszył on ani na chwilę poziomu energii. Rafał Dąbrowski jako Bob Burrows toczył walkę z fizycznymi objawami własnego zmęczenia i niepokojem postaci. Dzięki przebiegłości autora dane było mu wygrać tylko tę pierwszą.
Nieco łatwiejszy los przypadł Janowi Jakubowskiemu, który jednak musiał pokazać nieustępliwość i determinację George`a Whitmana w walce o szczęście kobiety.
Pracownik techniczny gabinetu (Witold Łuczyński jako Johny) wprowadzał swoją normalną ludzką mądrość i jak to bywa w życiu, jako uczestnik bezpośrednio nie zaangażowany w problemy, był obserwatorem i pozwalał kanalizować napięcie.
Pierwsze wrażenie na widok Johnego wywołało u mnie zdziwienie, że wygląda i zachowuje się trochę jakby był naćpany, albo pijany. I ponownie okazało się, że stan bohatera oddany został czytelnie, choć nie prostacko. Johny faktycznie korzystał z bogatej "apteczki" szczęśliwości i zmieniaczy stanów świadomości. Z lekkością swoim doświadczeniem i wiedzą dzielił się z potrzebującymi. wprowadzając spokój i mimo drugoplanowości roli rozwiązując niejeden męczący węzeł emocji, lub inicjując kolejną warstwę żartu.
Sympatię wzbudził u mnie dr Foster (Michał Kret). Może dlatego, że zgodnie z zamysłem autora nie wprowadził energetycznego chaosu, z którym tyle czasu toczyła się walka. Oddając przedstawiciela wiedzy merytorycznej, nie okazał się na szczęście bez wad.
Finalne pouczenie dotyczące życia i kochania w zgodzie ze sobą i własną seksualnością przekazane zostało z czułą delikatnością.
Wyszłam z poczuciem rozwiązania niepokojów, wytchnieniem obiecanym na bilecie, ale i niejednoznaczności przemyśleń potwierdzających, że proces terapeutyczny nie toczy się tylko w gabinecie i godzinach sesji.
Pozytywne doświadczenie poleca

Anna Baczyńska
mgr pedagogiki, mgr psychologii, psychoterapeuta

Materiał nadesłanyo e-teatr.pl
09-01-2018



Stowarzyszenie Komedia Łódzka

Teatr Mały w Manufakturze
ul. Drewnowska 58b, 91-002 Łodź

Teatr Mały w Manufakturze

Manufaktura